Używamy plików cookies, w celu ułatwienia nawigacji, opracowania statystyk, dostosowania serwisu do preferencji użytkownika oraz przy współpracy z serwisami zewnętrznymi takimi jak Google, Facebook i Twitter. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji o plikach cookies znajduje się tutaj oraz w naszej polityce cookies. Zamknij

Papua Nowa Gwinea - 2015
Galeria zdjęć
Na skróty
1. Przelot6. Organizacja wypraw
2. Lokalne połączenia7. Nurkowanie
3. Ceny8. Bezpieczeństwo
4. Jedzenie9. Internet
5. Noclegi10. Książka
Mapa

Rok 2015 ogłosiliśmy czasem realizowania niespełnionych marzeń. Jednym z nich, była planowana od 2009 roku wyprawa do Papui Nowej Gwinei- jednego z ostatnich na świecie bastionów dzikich ludzi. Choć czas i fundusze niezbyt sprzyjały przedsięwzięciu, plan musiał zostać zrealizowany - taki to bowiem rok!

Miałem sporą trudność, aby przed wyjazdem znaleźć jakieś przydatne turystycznie informacje o Papui Nowej Gwinei (transport, trasy, ceny, itp.). W zasadzie nie mogłem trafić na żadną stronę opisującą podróż w formie relacji z pierwszej ręki. Po prostu zbyt mało ludzi zapuszcza się tam samodzielnie. Teraz, po powrocie, postanowiłem więc przetrzeć szlaki informacyjne i umieścić nieco praktycznych danych, które (jak mam nadzieję) pomogą innym wcześniej zorientować się z czym należy na miejscu się liczyć. Tak więc, zamiast epickiej opowieści, poniższa relacja będzie miała charakter czysto praktyczny.

1. Przelot do Papui Nowej Gwinei

Z Polski na Papuę Nową Gwineę polecieliśmy przez Amsterdam i Singapur. Do azjatyckiej stolicy kursują między innymi linie KLM, a dalej, do Port Moresby, narodowy przewoźnik Nowej Gwinei - Air Niugini.

Czasy przelotów:

  • Kraków - Amsterdam: 2 godziny
  • Amsterdam - Singapur: 13 godzin
  • Singapur - Port Moresby: 6 godzin

Wizę, obywatele Polski otrzymują na lotnisku. To tzw. Visa On Arrival. Jest ona całkowicie bezpłatna. Nie są wymagane żadne dodatkowe formalności, wcześniejszy kontakt z ambasadą, ani nic podobnego.

Na lotnisku warto wymienić sporą ilość gotówki, ponieważ banki swoje oddziały mają tylko w dużych miastach, jest ich mało, a kolejki są tak ogromne, że na załatwienie dowolnej sprawy trzeba czekać czasami kilka godzin. Nie ma tu „kantorów”, a kurs jest jednolity we wszystkich placówkach danego banku. Na lotnisku w Port Moresby wymianę walut obsługuje oddział najbardziej popularnego Bank South Pacific (BSP), więc pieniądze można wymienić bez obaw o zawyżony kurs. Inna sprawa, że kurs walut zawsze jest lichwiarski, ale do takich relacji cenowych trzeba na Papui po prostu się przyzwyczaić.

2. Lokalne połączenia

A. Samoloty

Papua Nowa Gwinea ma świetnie rozwiniętą sieć połączeń lotniczych. Oczywiście „świetnie”, jak na kraj trzeciego świata. Oprócz Air Niugini, lata również Airlines PNG, którymi swoimi turbośmigłowymi samolotami świadczy usługi pomiędzy większymi miastami. Są też mniejsi, lokalni przewoźnicy, tacy jak MAF, ale z nimi trzeba za każdym razem indywidualnie negocjować przeloty. My korzystaliśmy z połączeń Airlines PNG i wszystko odbywało się bez problemu. Mieliśmy bardzo dobrą pogodę, ale warto pamiętać, że loty często są opóźniane i odwoływane właśnie z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych.

Przykładowe czasy przelotów:

  • Port Moresby - Madang: 40 min.
  • Mt Hagen - Tari: 30 min
  • Mt Hagen - Wewak: 45 min.
  • Wewak - Lae: 40 min.
  • Lae - Port Moresby: 40 min.

B. Busy i PMV:

Dawniej, transport lądowy odbywał się głównie za pośrednictwem należących do państwa ciężarówek. Na pakę na której zamontowano prowizoryczne siedzenia, ładował się tłum ludzi i w skwarze, deszczu, zimnie i upale wiózł wszystkich na dowolne odległości, odbijając podskokami nerki i kręgosłupy. Czasy się nieco zmieniły, ciężarówki co prawda dalej jeżdżą, ale długie trasy obsługują bardziej wygodne busy. Są w całkiem dobrym stanie, choć kierowcy jeżdżą jak wariaci. Panuje zwyczaj, że samochód nie wyjeżdża, póki nie zostanie zajęte ostatnie miejsce. Dlatego wsiadając do busa o 8:00 rano, najczęściej pasażerowie ruszają w drogę gdzieś około 11:00. trzeba wziąć tę kilkugodzinną poprawkę pod uwagę w swoich planach. Jeśli ktoś wsiada „po drodze”, może po prostu machać, aby ciężarówka lub bus się zatrzymały, ale jeśli są pełne (co jest wysoce prawdopodobne), nawet nie zwolnią. Za przejazd płaci się z góry, jeśli bagaż zajmuje dodatkowe miejsce, płaci się tak, jak za drugą osobę. Jazda busami jest bezpieczna, a ludzie są bardzo mili. Ryzyko stanowi wspomniana prędkość oraz fatalny stan dróg, w których po ulewach wypadają ogromne dziury. W Papui Nowej Gwinei publiczny transport określany jest mianem PMV (ang. Public Motor Vehicle).

W Papui Nowej Gwinei jest niewiele dróg. Kraj jest ogromny, górzysty i w znacznej większości odcięty od świata. Drogi, które istnieją są raczej w kiepskim stanie i mają nawierzchnię bitą lub szutrową. Jednopasmowy asfalt biegnie fragmentami od Madang do Lae oraz z Lae do Mt Hagen i Tari (tzw. Highlands Highway).

Przykładowe czasy i ceny przejazdów:

  • Wewak - Goroka: 8 godzin (od wyjazdu): 40 Kina (ok. 50 zł)
  • Goroka - Mt Hagen: 6 godzin (od wyjazdu): 30 Kina (ok. 40 zł)
  • Przejazd w mieście na odległość około 2 km: 1,5 kina (ok. 2 zł)

C. Statki:

Sami nie testowaliśmy tej formy połączeń, ale spotkaliśmy pewnego nobliwego Brytyjczyka, pamiętającego najpewniej czasy kolonialne. Narzekał, że nie mógł znaleźć żadnego statku pasażerskiego kursującego pomiędzy wyspami, a statki towarowe odmówiły mu wejścia na pokład. „Nie to co dawniej…”.

3. Ceny

Papua Nowa Gwinea jest ekstremalnie droga. Istnieje wiele teorii na temat tego, dlaczego tak się dzieje, ale żadna z nich nie jest do końca prawdziwa. W każdym razie, nawet miejscowi nie potrafią tego racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego istnieją takie dysproporcje cenowe, oraz dlaczego tak ogromne pieniądze trzeba płacić na rynku usług? Bowiem to, co najbardziej uderza turystę po kieszeni to właśnie usługi: noclegi, organizacja wycieczek, itp.

Tak, czy inaczej, ceny są na poziomie skandynawskim. Kto był w Szwecji lub Norwegii, może spodziewać się podobnego szoku. Należy przy tym pamiętać, że jakość produktów i usług plasuje się raczej w najniższej kategorii.

Przykładowe ceny:

  • Nocleg w hotelu ***: ok. 300 Kina za pokój (ok. 400 zł)
    (podobnej klasy jak Indyjski lub Peruwiański „hostel * lub **”)
  • Nocleg w guesthousie: ok. 200 Kina za pokój (ok. 250 zł)
  • Obiad w restauracji przy hotelu (innych prawie nie ma): ok. 100 kina (ok. 130 zł)
  • Piwo 0,33 l w sklepie: 5 kina (6,5 zł)
  • Piwo 0,33 l w restauracji: 12 kina (ok.15 zł)
  • Rum 1l w sklepie: 260 zł
  • Dostęp do internetu w hotelu (jeśli jest płatny): 30 kina za dobę (ok. 40 zł)
  • Wynajęcie samochodu z kierowcą na 1 dzień: 700 kina (ok. 900 zł)

4. Jedzenie

Hotele mają zwykle własne restauracje, gdzie można zamówić posiłek. Z reguły śniadanie podawane jest w godzinach 7:00 – 9:30, lunch w godzinach 12:00 – 14:00, a obiad w godzinach 17:00 – 21:00. W pozostałym czasie restauracje są najczęściej zamknięte. W większych miastach (Port Moresby, Goroka) można natknąć się gdzieniegdzie na chińską restaurację. Poza tym istnieją bardzo nieliczne punkty z ulicznym jedzeniem. Czasami frytki, kurczaka lub smażone kulki ze słodkich ziemniaków można kupić w bardzo nielicznych supermarketach. Na prowincji (czyli w na 99% powierzchni kraju) nie ma żadnych punktów z gotowym jedzeniem, chyba, że uliczne stragany z prostymi przekąskami. Wybór jedzenia w sklepach jest bardzo marny. W sklepach w dużych miastach można kupić ciastka, puszkowaną fasolę, kukurydzę, tuńczyka (którego połowy są dla Papui jednym z głównych przychodów), zupki chińskie, ryż i bardzo podejrzanej jakości mięso. W zasadzie to wszystko. Busy jadące w kilkugodzinne trasy zatrzymują się przy przydrożnych straganach, gdzie można kupić owoce, świeżo pieczone ryby lub słodkie ziemniaki. Zawsze warto mieć ze sobą jakiś suchy prowiant w plecaku: ciastka, ze dwie puszki kukurydzy, zupki w proszku i butelkowaną wodę (cena: 4 kina za 1,5l czyli około 5,50 zł)

5. Noclegi

Wybór nie jest duży. Głównie marnej jakości pojedyncze hotele i guesthousy. W dużych miastach lepszy standard. W stolicy największy wybór i najtaniej. W mniejszych miejscowościach czasami pozostaje jedynie nocleg w prywatnym domu, w użyczonym na tę okazje pokoju (firmowanym również jako „guesthouse”). Ceny noclegów czasami są absurdalnie wysokie: np. w Tari do wyboru jest albo pokój w prywatnym domu (my spaliśmy właśnie w takim miejscu o wdzięcznej nazwie „Guesthouse AK47” – pokój 2 os. za 240 kina czyli ok 300 zł), albo tętniący luksusami Ambua Lodge oferujący nocleg za… 600 EUR od osoby (!!!).

6. Organizacja wypraw

Jeśli ktoś chce jechać na Nową Gwineę wypocząć, to raczej źle trafi. To wymagające miejsce i podróż tu, póki co, wymaga silnej motywacji. Przyjeżdżają tu głównie ludzie, zainteresowani gasnącą, ale wciąż żywą rdzenną kulturą. Jeśli ktoś chce zobaczyć dzikie plemiona, ich zwyczaje, poznać człowieka podobnego temu, jakim był dawniej – to jedno z najlepszych i jednocześnie ostatnich miejsc na Ziemi. Jednak aby dotrzeć do odległych wiosek i ludów, należy oczywiście wynająć przewodnika. I niestety nie jest to tanie, ponieważ - jak już napisałem - ceny usług w Papui Nowej Gwinei są przeogromne.

W miejscach bardziej popularnych turystycznie (to znaczy leżących na szlakach komunikacji drogowej) w hotelach z reguły są dostępne kontakty do przewodników. Jak w przypadku wszystkich spraw na Papui, trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo może się okazać, że przewodnik przez kilka dni nie odbiera telefonu, albo w ogóle gdzieś pojechał i słuch po nim zaginął. Można korzystać z biur, które zamieszczają oferty w Internecie, ale wtedy narzut takiego organizatora jeszcze kilkukrotnie przewyższy i tak już wygórowaną cenę lokalnego przewodnika. Usługodawcy, mający swoje strony internetowe, często są Australijczykami lub Nowozelandczykami, mającymi „swoich ludzi” na Nowej Gwinei, którzy z kolei znają kogoś z miejscowych. Każdy w tym łańcuszku bierze swoją dolę, co winduje ceny w kosmos.

W dalekie, odcięte od świata miejsca, można dolecieć korzystając z usług fundacji MAF. Jej awionetki można spotkać na wszystkich lotniskach. Fundacja niesie pomoc humanitarną dla odizolowanych siedlisk i za pewną opłatą gotowa jest zabrać pasażerów na swój pokład i pokazać im prowadzoną przez siebie misję.

7. Nurkowanie

Ten sport (jak wszystko) jest na Papui drogi i istnieje niewiele centrów nurkowych. Dla przykładu, w całym północnym pasie Papui Nowej Gwinei, jest tylko jedno i to dość skromne centrum nurkowe (w Madang). Jeśli ktoś naprawdę chce zwiedzić podwodny świat w tamtym rejonie, powinien wynająć jacht nurkowy. To również biznes prowadzony głównie przez białych, warto więc zawczasu skontaktować się przez Internet, z odpowiednią firmą z północnego wybrzeża Australii lub z Port Moresby. Rafy są piękne, choć moim skromnym zdaniem wcale nie bardziej spektakularne od tych spotykanych w Morzu Czerwonym czy na Karaibach.

8. Bezpieczeństwo

Papuasi to waleczni ludzie a cała ich historia i kultura związana jest z prowadzeniem wojen. Przemoc mają jakby we krwi i dialog nie jest tu pierwszoplanową metodą rozwiązywania sporów. Będąc na Papui miałem ciągle wrażenie, że mimo, iż ludzie na co dzień są niezwykle mili, uśmiechnięci i przyjaźni, wystarczy przysłowiowa iskra, aby zaczęło się dziać coś niedobrego. Jeżdżąc po Nowej Gwinei należy unikać tłumów, zgromadzeń i szybko odchodzić z miejsc gdzie ktoś zaczyna się kłócić. Niemal wszyscy mężczyźni poza miastami chodzą z maczetami i to nie po to, aby torować sobie drogę w buszu. Podobnie kierowcy busów mają przy sobie maczetę a często też broń palną. Stanowczo odradzam chodzenie gdziekolwiek po zmroku, nie należy też manifestować wartości posiadanych rzeczy (aparat fotograficzny, kamera, itd.). Papua przypomina filmowy Dziki Zachód. Kiedy zwiedzaliśmy jedną z wiosek, okazało się, że kilka chwil wcześniej dwóch mężczyzn pobiło się na targu. O co – nie wiadomo. Wszyscy chodzili sobie spokojnie, choć wiedzieli, że za chwilę zacznie się wojna. Faktycznie, po kilkunastu minutach przyjechał pick-up wyładowany kolegami z maczetami i zaczęła się regularna krwawa jatka. Kobiety uciekały, dzieci panicznie wrzeszczały, nam na szczęście udało się w porę zbiec. Innego dnia widziałem leżącego twarzą do ziemi, nieprzytomnego, zakrwawionego mężczyznę na jednym z placów handlowych. Nikt się nim nie interesował. Nie wiem nawet, czy żył. Kiedy wracaliśmy z Tari samolotem do Mount Hagen, wyproszono z pokładu mężczyznę ze świeżym postrzałem głowy. Chciał lecieć do szpitala, ale linia lotnicza nie chciała brać odpowiedzialności za ewentualne komplikacje spowodowane zmianami ciśnienia. Słyszeliśmy też wielokrotnie burdy odbywające się po zmroku na ulicach. Innymi słowy – należy uważać i mieć się na baczności.

9. Internet

Niewiele hoteli posiada dostęp do Internetu. Najlepszym sposobem aby mieć bezproblemowy dostęp do sieci, jest kupienie lokalnej karty SIM, doładowanie jej i uruchomienie pakietu transmisji danych. Koszt – 70 kina (ok. 90 zł) za 1,5 GB.

10. Książka

W 2017 roku, nakładem wydawnictwa Muza, zostałą wydana książka zatytułowana "Tam, gdzie kończy się świat. Opowieści z Papui Nowej Gwinei". Znajdziecie w niej nie tylko opis całej wyprawy, oraz przede wszystkim mnóstwo informacji związanych z historią, kulturą i życiem społecznym mieszkańców tego dalekiego kraju.

Tekst: Paweł Zgrzebnicki
Przygotowując wyprawę i relację korzystano z następujących opracowań:
  • Andrew Burke, Rowan McKinnon, Arnold barkhordarian, Sean Dorney, Tim Flannery, Papua New Guinea Solomon Islands, Lonely Planet, 2005, 7th Edition