Używamy plików cookies, w celu ułatwienia nawigacji, opracowania statystyk, dostosowania serwisu do preferencji użytkownika oraz przy współpracy z serwisami zewnętrznymi takimi jak Google, Facebook i Twitter. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji o plikach cookies znajduje się tutaj oraz w naszej polityce cookies. Zamknij

Iran - 2005
Galeria zdjęć
Na skróty
TeheranIsfahanYazdShiraz i KishMashad
Mapa

Pomysł wyprawy do Iranu zrodził się w zeszłym roku po oglądnięciu na kanale Travel programu GlobeTrekker Iana Wrighta. Obraz kraju przedstawiony w reportażu różnił się diametralnie od tego, z czym do tej pory kojarzyła nam się Islamska Republika Iranu. Postanowiliśmy osobiście sprawdzić kraj z czarnej listy G.W. Busha.

Wright pokazał Iran jako miejsce piękne, przyjazne, pełne gościnności i cudownych ludzi. Okazało się, że w Iranie są zarówno wspaniałe tereny do uprawiania snowboardu, wspinaczki jak i miejsca do uprawiania sportów wodnych. Kultura Persji kusi swym bogactwem a mieszkańcy są wyjątkowo przyjaźni.

Przeciętnemu Europejczykowi Iran kojarzy się z ekstremistami, terrorystami, Osią Zła wyznaczoną przez G.W. Busha i w ogóle z piekłem na Ziemi. Zderzenie faktów z mitami jest wstrząsające - dotychczas nie spotkaliśmy się z takim kontrastem: popularne poglądy jedno a rzeczywistość dokładnie odwrotna. Postanowiliśmy sprawdzić jak jest na prawdę i tak zaczął rysować się plan podróży.

Pierwszym źródłem informacji był jak zwykle Internet i tu pierwsze zdziwienie. Okazuje się że sporo Polaków podróżuje do Iranu! Kraj ten leży na popularnym szlaku do Indii wiodącym przez Turcję i Pakistan, i odwiedzają go nie tylko podróżnicy dla których jest to docelowe miejsce pobytu. Wszyscy, którzy odwiedzili Iran wypowiadają się na jego temat niezwykle ciepło, tak więc już po wstępnej lekturze potwierdziły się opinie GlobeTrekkera na temat bezpieczeństwa i gościnności Persów.

Wkrótce zakupiliśmy niezbędnik w postaci przewodnika Lonely Planet. Tu również w pierwszych słowach książki widnieją zapewnienia na temat niezwykłej przyjazności kraju i jego mieszkańców. Jakżeż różne to zdania od obiegowych opinii o Iranie!

Jak wszyscy, którzy wybierają się w tamte rejony musieliśmy spędzić wiele godzin na przekonywaniu rodziny i znajomych że to bezpieczny kraj, normalni ludzie i prędzej w Polsce na ulicy w łeb można dostać pałką bejsbolową niż w Iranie stracić włos z głowy. Straszono nas terrorystami, porwaniami i innymi strasznościami i na nic zdawały się nasze zapewnienia o bezpieczeństwie oparte bądź co bądź na opiniach osób które tam już były. Wyjechaliśmy dla wszystkich straceni - dla wielu na pewną śmierć :)

Teheran - odwiedzamy stolicę!

Panorama Teheranu z podnóża góry Tochal
Panorama Teheranu z podnóża góry Tochal
© Sebastian Leśniewski

Panorama Teheranu z podnóża góry Tochal

Do stolicy Iranu przylecieliśmy o 1:30 w nocy samolotem z Moskwy. Bez najmniejszych problemów dogadaliśmy się po angielsku z taksówkarzem, który zawiózł nas do taniego hotelu Asia, rekomendowanego w przewodniku. Już pierwszy przejazd taksówką przypomniał nam, ze cenę i warunki przejazdu należy ustalać na początku trasy. Powiedzieliśmy kierowcy żeby zawiózł nas do wskazanego przez nas hotelu a taksówkarz powiedział, że policzy należność według wskazań taksometru. Kiedy okazało się, że hotel jest zamknięty, kierowca zawiózł nas do wspomnianej Asii oddalonej 300 m od pierwotnego celu. Jednakże wtedy zażądał podwójnej zapłaty, bo co prawda mówił, że wskazanie według taksometru, ale te warunki według niego obowiązywały tylko na trasie o której poinformowaliśmy go na początku. Tak więc na dzień dobry zapłaciliśmy podwójną cenę za transport, niemniej przy kosztach rzędu jednego dolara na osobę lekcja okazała się stosunkowo tania.

Teheran do nowoczesne miasto w którym żyje ponad 12 milionów osób. Jest niezwykle czysto - nigdy nie spotkałem się z takim metrem jak w stolicy Iranu. Porządek jest idealny a podróżnym czekającym na wagoniki umilają czas programy wyświetlane na kilku wielkich plazmach. Na stacji Chomeiniego czułem się jakbym był w Japonii a nie w rzekomo zacofanym Iranie.

Jako że Iran to państwo wyznaniowe, Koran stanowi tu prawo, co widać także na ulicy. Kobiety noszą chustki zasłaniające włosy a czasami także twarze. Na stacjach metra, w wagonikach i w autobusach wydzielone są miejsca przeznaczone wyłącznie dla kobiet, gdzie mężczyźni nie mają wstępu. Warto zwrócić uwagę, że to nie na kobiety narzucono ograniczenia ale na mężczyzn. Wbrew powszechnej opinii panującej w zachodnim społeczeństwie, różnice w ubiorze i zachowaniu kobiet i mężczyzn mają służyć ochronie samych pań a nie ich prześladowaniu. Te kobiety, które nie chcą być dotykane przez mężczyzn w tłoku metra, mają zagwarantowane osobne wagoniki. Panie, którym bliskość mężczyzn nie przeszkadza mogą wsiąść do wspólnych przedziałów. Podobnie z zasłanianiem twarzy - część kobiet chce zachować swój wizerunek tylko dla męża, zasłaniają więc twarze. Nikt im tego nie nakazuje - robią to z własnej woli. Kobiety mniej ortodoksyjne koszą jedynie chustki a w dużych miastach takich jak Teheran właśnie, spora ilość kobiet wygląda jakby tych chustek w ogóle nie miała. Lekkie jedwabne apaszki lekko opierają się na pięknie spiętych włosach co w połączeniu z ostrym makijażem pokazuje jak nieprawdziwy jest obraz rzekomo zaniedbanych, uciśnionych kobiet w państwie islamskim.

W samym Teheranie niewiele jest do zwiedzania, ponieważ jest to miasto stosunkowo młode. Jedno z najciekawszych miejsc w stolicy to góra Tochal na północy miasta, na którą można dostać się kolejką linową. Siódma, ostania stacja kolejki usytuowana jest na wysokości 3730 m. n.p.m.; w zimie można tu wspaniale zabawić się na nartach. Niestety kolejka w sezonie letnim jest czynna tylko w weekendy, pozostał nam więc jedynie spacer w kierunku pierwszej stacji. Nie był to jednak czas stracony - podnóże góry Tochal to wspaniałe miejsce spotkań mieszkańców Teheranu - zamiast wszechobecnego w centrum smogu, jest tu czyste górskie powietrze, parkowe alejki i budki z pysznym jedzeniem. Rozciąga się stąd piękny widok na miasto, co szczególnie wieczorem stwarza romantyczną atmosferę sprzyjającą spotkaniom młodych narzeczonych. I tu kolejne zaskoczenie: oficjalnie prawo islamskie zabrania jakichkolwiek kontaktów przedmałżeńskich; parom nie wolno spotykać się bez "opieki" osób trzecich. Nie wolno też okazywać jakiejkolwiek więzi, czyli na przykład trzymać się za ręce. My wybraliśmy się do Iranu w trakcie Ramadanu, tak więc surowość postu jeszcze bardziej powinna ograniczać takie zachowania. Niemniej jednak w parkach na każdym kroku można spotkać pary trzymające się za ręce, spacerujące w samotności wbrew jakimkolwiek zakazom. Potwierdziło się to, że Teheran to zdecydowanie "najluźniejsze" pod względem obyczajowości irańskie miasto.

Isfahan - pałace z tysiąca i jednej nocy

Isfahan: Pałac Chehel Sotun
Isfahan: Pałac Chehel Sotun
© Sebastian Leśniewski

Isfahan: Pałac Chehel Sotun

Wczesnym rankiem dotarliśmy na stację kolejową w Isfahanie. Z Teheranu przyjechaliśmy kuszetką za śmieszną kwotę kilku dolarów od osoby. Podróż nie obyła się bez przygody - w środku nocy do naszego przedziału zapukał jakiś chłopak - Irańczyk - i po otwarciu drzwi trzęsąc się z nerwów rzucił się do wewnątrz. Tłumaczył histerycznie że szuka go "train boss" (kto to jest train boss??) i poprosił o ukrycie. Nie za bardzo wiedzieliśmy co się dzieje - czy może szuka go policja, czy faktycznie szef, czy on pracuje w tym pociągu a może jest antyrewolucjonistą :)? Chłopak się trząsł, klęcząc na ziemi z rękami złożonymi w geście jak do modlitwy, błagał los, żeby "train boss" go nie dopadł. Po kilkudziesięciu sekundach usłyszeliśmy mocne pukanie do drzwi przedziału - faktycznie ktoś szukał zbiega. Irańczyk miał w oczach łzy i był panicznie wystraszony, siedzieliśmy więc cicho nie otwierając drzwi. Pukanie powtarzało się kilkukrotnie, za każdym razem coraz mocniej. Twardo udawaliśmy że śpimy i niczego nie słyszymy, ale zaczął nas również ogarniać spory niepokój. Jeśli to policja albo wojsko? W końcu otworzą drzwi, znajdą dywersanta w przedziale turystów z zachodu, którzy wyraźnie mu pomagają w ucieczce, zabiorą nas na przesłuchanie i będzie jak w filmie. Pokażą nas w CNN. A nasz plan podróży misternie wyliczony co do godziny legnie w gruzach. Kiedy pukanie ustało na chwilę, kategorycznie kazaliśmy się wynosić chłopakowi. Na jego szczęście pukający zrezygnował i poszedł dalej. Irańczyk wymknął się z przedziału i uciekł gdzieś w mrok wagonu. Rano spotkaliśmy go na korytarzu - był uśmiechnięty jakby nigdy nic, pomachał nam na pożegnanie i poszedł. Do dziś nie mamy pojęcia o co chodziło...

Isfahan: Wnętrze pałacu Chehel Sotun
Isfahan: Wnętrze pałacu Chehel Sotun
© Paweł Zgrzebnicki

Isfahan: Wnętrze pałacu Chehel Sotun

W drodze do hotelu, w miejskim autobusie spotkaliśmy bardzo miłe dziewczyny, które - jak się wkrótce okazało - pracowały w miejscowej szkole języka angielskiego. Natychmiast zaoferowały nam swoją pomoc w zwiedzaniu miasta i zaprosiły do siebie. Umówiliśmy się na popołudnie i poszliśmy oglądać zabytkowe centrum.

Isfahan to przepiękne miasto, pełne zabytków z czasów szachów perskich. Monumentalny plac w centrum miasta ze wspaniałymi meczetami i pobliskim Pałacem Czterdziestu Kolumn robi niezapomniane wrażenie, podobnie jak pobliski bazar pełen staroci i wspaniałych wytworów rękodzieła artystycznego. Gigantyczny plac zwany obecnie (jak większość placów w Iranie) Placem Imama to również miejsce handlu pięknymi perskimi dywanami oraz kilimami tkanymi przez nomadów. W trakcie zwiedzania, miły Irańczyk zaprosił nas do wnętrza jednego ze sklepów. Częstując nas herbatą przeprowadził pełny wykład na temat historii dywanów, sposobów tkania, opowiedział o sztuce tworzenia, o tym jak odczytywać z pozoru przypadkowe wzory składające się na pełny obraz.

Isfahan: Widok na Imam Square z tarasu pałacu Ali Qapu
Isfahan: Widok na Imam Square z tarasu pałacu Ali Qapu
© Paweł Zgrzebnicki

Isfahan: Widok na Imam Square z tarasu pałacu Ali Qapu

O poranku spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi przed szkołą językową i autobusem pojechaliśmy poza granicę miasta, udając się w kierunku parku leżącego u podnóża gór. Cudownie utrzymane miejsce spotkań zakochanych par - tak w jednym zdaniu można by ująć widok i zapach miejsca, które każdego ranka pielęgnują ogrodnicy i służby miejskie. Stąd można wejść na piękny, odsłonięty, skalisty szczyt, piętrzący się na wysokość ponad pięciuset metrów. Zaraz pod wierzchołkiem góry, za czasów szacha, umocowana była kilkunastometrowa złota korona, lśniąca blaskiem w promieniach słońca. Królująca nad Isfahanem dawała górze miano królewskiej. Po rewolucji koronę zdjęto, pozostały po niej jedynie rusztowania i westchnięcia mieszkańców za dawną świetnością krajobrazu.

Wspólne zdjęcie na zakończenie wizyty u pasterzy. W środku nasz kierowca-przewodnik
Wspólne zdjęcie na zakończenie wizyty u pasterzy. W środku nasz kierowca-przewodnik
© Paweł Zgrzebnicki

Wspólne zdjęcie na zakończenie wizyty u pasterzy. W środku nasz kierowca-przewodnik

Po południu pojechaliśmy ok. 150 kilometrów na południowy wschód od Isfahanu do wsi na obrzeżach której mieszkają rodziny pasterskie. Przypominają egipskich nomadów - mieszkają w namiotach, utrzymują się z wypasu bydła. Są jednak dużo bardziej cywilizowani. Kiedy kończy się ciepła pora, przewożą swoje stada pożyczonymi ciężarówkami na południe, gdzie nadal jest ciepło. Kiedy zima kończy się, wracają z powrotem. Tu mają doskonałe warunki do hodowli - ziemia bogata w roślinność na paszę dla owiec, wokół sady z jabłkami. Jabłka są drugim po owcach źródłem dochodu tych ludzi - pakowane w skrzynki owoce przewożą na targ do pobliskiego miasta. Także "świadomość medyczna" jest świadectwem wysokiego stopnia cywilizacji i rozwoju społecznego. Jedno z małżeństw, które gościło nas w swoim namiocie, na pytanie czy mają dzieci, odpowiedziało bez żadnego zażenowania przecząco, wskazując jako przyczynę niepłodność męża. Mężczyzna opowiadał o swoim leczeniu i nadziejach na szybkie potomstwo. Wśród prowadzących koczowniczy tryb życia ubogich pasterzy taki stopień edukacji i świadomości był dla nas do prawdy zaskakujący.

Yazd - miasto sprzed 5000 lat

Ćwiczenia w tradycyjnej 'siłowni' w Yazd
Ćwiczenia w tradycyjnej 'siłowni' w Yazd
© Paweł Zgrzebnicki

Ćwiczenia w tradycyjnej 'siłowni' w Yazd

Yazd to cudowne, stare miasteczko z położonymi w centrum zabudowaniami liczącymi sobie 5000 lat. W zasadzie nie ma to nic do roboty, prócz snucia się wąskimi uliczkami i wczuwania się w klimat minionych epok. Ale po to właśnie warto tu przyjechać - spacer wśród błyszczących w słońcu, żółtych, ulepionych z gliny parterowych domków, pośród nieprzeniknionej ciszy ciepłego przedpołudnia nie da się porównać z niczym innym - spacerując, cofamy się w czasie o kilkadziesiąt stuleci.

W hotelu Amir Chakhmagh dobitnie przekonaliśmy się, że fakt niespożywania alkoholu przez muzułmanów wcale nie oznacza braku używek w ogóle. Otóż obsługa hotelu paliła przez cały wieczór fajkę wodną i wydawałoby się, że to zwykła shisha, gdyby nie dziwne zachowanie miłych panów. Palone zioła musiały mieć niemałą moc - nazajutrz o poranku recepcjonista nie był wstanie podnieść głowy znad swojego biurka, która to głowa musiała pozostawać w niezmiennym stanie przez całą noc i prawdopodobnie sporą część dnia następnego. Tego jednak dokładnie nie sprawdziliśmy, bo wczesnym rankiem opuściliśmy piękny Yazd i pojechaliśmy do miasta poetów - Shirazu.

Shiraz i Kish - ze stolicy wina na wyspę rozpusty

Shiraz: krzywa wieża cytadeli Karim Khana (Arg-e Karim Khani)
Shiraz: krzywa wieża cytadeli Karim Khana (Arg-e Karim Khani)
© Paweł Zgrzebnicki

Shiraz: krzywa wieża cytadeli Karim Khana (Arg-e Karim Khani)

Shiraz. To stąd właśnie wywodzi się wino. Po dziś dzień jeden z najlepszych szczepów winogron nosi imię tego miasta. Tu także urodzili się dwaj najwięksi perscy poeci: Hafez (1324-1391) oraz Sa'di (1209-1291), dlatego Shiraz w Iranie zwany jest stolicą poezji. Odwiedzić tu można piękne parki poświęcone wielkim poetom w których stoją masywne mauzolea uświetniające pamięć dwóch wielkich Persów. Atmosfera panująca w zielonych, pełnych kwiatów parkach przypadłaby do gustu wielu romantykom - siedzące na ławkach zakochane pary, czytający poezję samotni ludzie, pełno kwiatów i piękne słońce. Takie baśniowe obrazy można obejrzeć jedynie w Iranie a ich bohaterami mogą być tylko Persowie - ludzie pełni romantyzmu i poetyckości. W Shiraz zobaczyć również można wspaniałą cytadelę - drugą po Pizie budowlę o równie nienaturalnej, krzywej wieży.

Persepolis
Persepolis
© Sebastian Leśniewski

Persepolis

Będąc w Shirazie nie można nie odwiedzić ruin stolicy starożytnej Persji - Persepolis. Pojechaliśmy tam wynajętą taksówką. Ruiny robią duże wrażenie, a charakterystyczną rzeczą jest to, że jak na tej klasy prastary zabytek jest tam znikomo mało turystów, chociażby w porównaniu z ruinami w Grecji. Nic dziwnego - Iran nie jest popularnym celem turystycznym.

Samolotem linii Iran Air polecieliśmy na południe - nad Zatokę Perską do miasta Bandar Abbas. Stąd autobusem do Bandar-e-Langeh. Południe Iranu bardzo różni się od całej reszty kraju. Nie tylko temperatura, klimat i krajobraz wyróżniają tę krainę. Tu właśnie mieszka znakomita większość społeczności arabskiej stanowiącej około 7% ludności Iranu. Różnice etniczne można odczuć natychmiast. Miejscowi nie są już tak mili jak Persowie, widać również kłopoty z zachowaniem zarówno porządku na ulicach jak i higieny osobistej. Jeśli do tego dorzucimy typowe dla upalnych klimatów lenistwo mieszkańców mamy już kompletny obraz życia nad Zatoką Perską. Komunikacja na południowym wybrzeżu Iranu sprawia nieco kłopotu. Tu znajdują się wielkie rafinerie i inne petro-zakłady o charakterze strategicznym. Co kilkanaście kilometrów autobusy zatrzymywane są przez wojsko a pasażerowie poddawani pobieżnej kontroli.

Nowoczesna zabudowa wyspy Kish
Nowoczesna zabudowa wyspy Kish
© Sebastian Leśniewski

Nowoczesna zabudowa wyspy Kish

Na Kish Island można się dostać na trzy sposoby: samolotem, katamaranem lub prywatną łodzią. Wybraliśmy ten trzeci wariant ze względu na szybkość i cenę. Nad brzegiem morza czekał na nas właściciel motorówki, któremu po opłaceniu z góry przejazdu (przepływu?) wraz z resztą pasażerów musieliśmy pomóc zepchnąć ogromną łódź z plaży do morza. I tak właśnie dostaliśmy się na Kish Island - perłę irańskiej wolności. To dziwne miejsce. Wyspa zaczęła rozwijać się w sensie turystycznym kilkanaście lat temu. Odgórnie zdecydowano o utworzeniu na niej kurortu turystycznego, podobnego do tego co dziś można zobaczyć w pobliskim Dubaju. Dla zwykłych Irańczyków Kish to miejsce niedostępne przede wszystkim ze względu na ceny - jest to najbardziej ekskluzywne miejsce w całym Iranie. Tu przyjeżdżają najbogatsi aby zażyć luksusu, ale też polecieć do Dubaju od którego dzieli tylko 40 minut lotu. Dubaj to miejsce masowych zakupów i rozrywki. To również "wentyl bezpieczeństwa" dla spragnionych wolności ludzi - mimo że Emiraty Arabskie są krajem muzułmańskim, kobiety bez przeszkód mogą występować w strojach kąpielowych na tamtejszych plażach. W Iranie, nawet na Kish, jest to niemożliwe.

Wyspa Kish: zachód słońca nad porzuconym greckim frachtowcem
Wyspa Kish: zachód słońca nad porzuconym greckim frachtowcem
© Sebastian Leśniewski

Wyspa Kish: zachód słońca nad porzuconym greckim frachtowcem

Kish Island to ciekawe miejsce również politycznie. Jest to jedyna część Iranu, gdzie w celu przyjazdu nie trzeba posiadać wizy. Dzięki temu jest to istna przechowalnia imigrantów z Azji i Afryki próbujących dostać się do pracy do bogatych państw arabskich. Są tu specjalne hotele dla imigrantów z wieloosobowymi pokojami, gdzie ludzie koczują po kilka miesięcy czekając na swoją życiową szansę - są w końcu jedyne kilkaset kilometrów od wymarzonego celu.

Kish to także kuriozum ekonomiczne. Są tu setki bardzo luksusowych hoteli. Wszystkie puste. Są megamarkety i nowoczesne galerie handlowe. I ani jednego klienta. Jest też Kish University i ani jednego studenta. Jest ogromny Kish Trade Center wokół którego pustkami świeci parking dla pracowników. Ekskluzywne i drogie taksówki jeżdżą w większości puste. Cała wyspa wygląda tak, jakby wybuchła na niej bomba biologiczna i wymiotła wszystkie żywe istoty. Pozostała jedynie obsługa sklepów, hoteli i taksówkarze.

Co ciekawe Kish Island to jedyne w Iranie miejsce, gdzie występują centra nurkowe. Problem w tym, że samo dno nie jest tu ciekawe - sam piasek. Tak więc marzenia o egzotycznym nurkowaniu w Iranie raczej się nie spełnią.

Istnieje kilka "obowiązkowych" dla turysty miejsc na Kish Island takich jak podziemne miasto ze wspaniałą siecią kanatów (których to Persowie są perfekcyjnymi budowniczymi do dziś) czy wrak greckiego statku, porzuconego jakiś czas temu przez załogę.

Mashad - święte miejsce islamu

[niedziela, 27.03.2005]

Teheran: Mauzoleum Chomeiniego
Teheran: Mauzoleum Chomeiniego
© Sebastian Leśniewski

Teheran: Mauzoleum Chomeiniego

Dwa ostatnie dni podróży poświęciliśmy na odwiedzenie Mashadu i krótką wyprawę nad Morze Kaspijskie. Mashad to drugie po Mekce święte miejsce dla szyitów. Centrum stanowi wspaniały, kilkuhektarowy kompleks świątynny. Do części zabudowań wstęp mają jedynie muzułmanie, jednak większość budowli mogą oglądać wszyscy. Zwiedzający otrzymują bezpłatnego przewodnika, który w pierwszej kolejności prowadzi do sal gdzie można obejrzeć filmy o sanktuarium oraz za darmo zaopatrzyć się w wielojęzyczne książki o tematyce religijnej. Niestety panuje całkowity zakaz robienia zdjęć, tak więc wspaniałe obrazy mieniących się kolorami i kapiących złotem kopuł świątyń pozostają jedynie w pamięci.

Nad Morzem Kaspijskim pogoda jak nad Bałtykiem w listopadzie
Nad Morzem Kaspijskim pogoda jak nad Bałtykiem w listopadzie
© Sebastian Leśniewski

Nad Morzem Kaspijskim pogoda jak nad Bałtykiem w listopadzie

Po wrażeniach kulturalno religijnych przyszedł czas na wątek typowo turystyczny - postanowiliśmy w jeden dzień dokonać przejazdu z Teheranu nad Morze Kaspijskie i z powrotem. Stolicę Iranu od wybrzeża dzielą wysokie góry przez które prowadzi kręta droga. Mimo, że mapa wskazuje stosunkowo niewielką odległość, przejazd zajmuje ponad cztery godziny. W trakcie długiej, nużącej jazdy autobusem podróżujący mają nieopisaną przyjemność oglądać irańskie filmy fabularne, których treści popularyzują aktualną linię polityczną kraju. Przed każdą emisją pokazywany jest na ekranie odpowiedni certyfikat wydany przez Ajatollaha, świadczący o zgodności obrazu z wielką myślą Rewolucji.

Niestety po przejechaniu najwyższych partii gór pogoda zmieniła się o 180 stopni i Morze Kaspijskie przywitało nas ulewą i porywistym wiatrem. Do Teheranu wróciliśmy zmoknięci i zziębnięci ale za to duchowo wsparci perłami kinematografii Irańskiej.

I tak oto dobiegła końca jedna z najbardziej niezwykłych podróży, pełna przyjaźni, egzotyki i obalania mitów na stałe wbitych do świadomości Europejczyków.

Tekst: Paweł Zgrzebnicki
Chcielibyśmy podziękować naszym wspaniałym towarzyszom podróży - Basi i Pepsonowi - bez których ta wyprawa by się nie udała. Serdecznie również dziękujemy Pepsonowi za udostępnienie zdjęć.
Przygotowując wyprawę i relację korzystano z następujących opracowań:
  • A. Burke, K. Mohammadi, M. Elliott, Iran, Lonely Planet, Footscray 2004, 4th edition
  • Y. Dehghani, Farsi (Persian) Phrasebook, Lonely Planet, Footscray 2004
  • Raise-Know-How Verlag, Bielefeld 2005, Iran, Lonely Planet, Footscray 2004, mapa 1:1 500 000, 2nd edition