Używamy plików cookies, w celu ułatwienia nawigacji, opracowania statystyk, dostosowania serwisu do preferencji użytkownika oraz przy współpracy z serwisami zewnętrznymi takimi jak Google, Facebook i Twitter. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji o plikach cookies znajduje się tutaj oraz w naszej polityce cookies. Zamknij

Finlandia, Norwegia, Szwecja - 2014
Galeria zdjęć
Mapa

Plan wyjazdu do Skandynawii pojawił się w naszych głowach osiem lat temu, zaraz po powrocie z Półwyspu Kolskiego. Jak wygląda Karelia od drugiej strony? Jak wygląda krajobraz jezior Finlandii? Minęło sporo czasu, ale w końcu postanowiliśmy zrealizować nasze marzenie: przejechać przez Skandynawię i dotrzeć na Nordkapp - słynny Przylądek Północny.

Najlepszą porą do wybrania się w podróż na północ Europy jest lato, kiedy południe kontynentu zalewają piekielne upały a za kołem podbiegunowym dzień trwa całą dobę. Opracowaliśmy trasę podróży a za cel wzięliśmy leżący w Norwegii Przylądek Północny - słynny Nordkapp. Na zrealizowanie ponad 6000 kilometrów podróży mieliśmy jedynie dwa tygodnie i dwa dni, musieliśmy się więc nieźle sprężyć.

Wyjechaliśmy z Krakowa w ulewnym deszczu. Niebo było zaniesione a prognozy dla północy Polski i Europy były nieciekawe. W dniu wyjazdu zaczęliśmy nawet się łamać, czy nie wybrać się raczej na południe, ale tam sytuacja była nie lepsza. Pomyśleliśmy, że trzeba być twardym i realizować zamierzenia - najwyżej będą to najbardziej mokre wakacje w historii! Na pierwszy nocleg dotarliśmy do Szypliszek przy granicy z Litwą. Dobiegały końca Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, ale na szczęście motel dla tirowców oferował piękny telewizor i zimne piwo.

Kolejnego dnia przez "Via Baltica" dotarliśmy w strugach deszczu do TallinaEstonii. Piękne miasto portowe powitało nas horrendalnymi cenami dając przedsmak finansowego tsunami które miało nas czekać w Skandynawii.

Nazajutrz przeprawiliśmy się promem do Helsinek i pomknęliśmy na północ Finlandii rozpoczynając tym samym podróż przez dawno nie widzianą Karelię. Ku naszemu zskoczeniu, okazało się, że po tej stronie granicy na krajobrazie podobieństwa się kończą. W Rosji drogi karelskie są w znakomitej większości szutrowe. W Finlandii - asfaltowe. W Rosji osady są skupione i złożone są z wielu domów położonych jeden przy drugim (podobnie jak na polskiej wsi). W Finlandii jeden dom od drugiego oddalony jest o wiele kilometrów, każdy mieszka osobno - zwykle przy jeziorze. W Rosji dojazd do jezior i rozbicie się przy nich namiotem jest bezproblemowe - w końcu nikogo tam nie ma! W Finlandii też nikogo nie ma, ale tam, gdzie jest jakikolwiek dostęp do jeziora, jakakolwiek droga - tam akurat jest dom a wybrzeże najwyraźniej do kogoś należy. W Finlandii jest idealny porządek. W Rosji... wiadomo. Wszystkie fińskie domy wyglądają tak samo - są obite deskami i pomalowane na czerwono-brązowy kolor z białą stolarką okienną. W Rosji chałupy są budowane różnie - z bali, desek, malowane głównie na niebiesko i zdobione malunkami kwiatów. W Finlandii nie ma starych domów, wszystko jest nowe, nawet w skansenach niektóre "stare" zabudowania są nowe. W Rosji - wszystko jest niezwykle leciwe. Takie różnice można by mnożyć w nieskończoność. Kilka kilometrów pasa granicznego wystarcza, aby utworzyć cywilizacyjną przepaść.

Krajobraz Finlandii
Krajobraz Finlandii
© Paweł Zgrzebnicki

Krajobraz Finlandii

Pogoda od Helsinek dopisywała, zrobiło się ciepło i deszcz nas oszczędzał. Niestety tego dnia rozpadało się na dobre i momentalnie zrobiło się przeraźliwie zimno. Lało tak, że nie zdecydowaliśmy się na rozbicie namiotów a zamiast tego udało nam się znaleźć tani (jak na fińskie realia) pokoik na jakimś bezludnym kempingu.

Z Karelii przedostaliśmy się do Rovaniemi - stolicy Świętego Mikołaja a zarazem miejsca spotkania z kołem podbiegunowym. Korzystając z okazji odwiedziliśmy przybytek komercji, zwiedziliśmy biuro Jego Ekscelencji i za jedyne 25 euro walnęliśmy sobie fotkę ze Świętym. Kilka godzin później jechaliśmy dalej na północ, w stronę jeziora Inari.

Pogoda wróciła do normy, a my w końcu dotarliśmy do celu- szóstego pod względem wielkości jeziora w Europie. Przyroda stawała się coraz bardziej surowa, drzewa karłowate, na drodze co chwilę spotykaliśmy śmiesznie nieporadne reniferya>. Liczyliśmy na jakieś lokalne przysmaki serwowane w przydrożnych barach, ale niestety ani przysmaków ani barów nie uświadczyliśmy.Jedynie las, jeziora, komary i bezludna przestrzeń. Za to raz na sto kilometrów mogliśmy trafić na jakiś sklep, gdzie udawało nam się kupić chleb i wspaniały dżem z moroszki.

Za Inari, droga w kierunku Nordkapp stała się podobna do trasy pielgrzymkowej. Co rusz mijaliśmy rowerzystów i motocyklistów jadących w tym samym kierunku co my. O! Polska flaga! Zatrzymaliśmy samochód, żeby chwilę porozmawiać z mijanym twardzielem. Okazało się, że że jedzie z kolegą na Nordkapp (a jakże!) i dziennie "robią" po 120 kilometrów. Nieźli goście! Jechali z jeszcze jednym kolegą, ale "wymiękł" po trzech dniach i wrócił do domu. Wcale się nie dziwię! Im bliżej końca północnej krawędzi kontynentu, tym teren staje się bardziej pofałdowany i dzienna suma podjazdów jest na prawdę spora. Ponadto przelotne deszcze i miliardy komarów nie ułatwiają zadania. Trzeba mieć na prawdę niesłabą kondycję!

Dalej spotkaliśmy jeszcze jednego człowieka z Polski mocno napierającego na przód. Mężczyzna w wieku lat około sześćdziesięciu wydawał się w ogóle nie zauważać trudności trasy. Z promiennym uśmiechem opowiadał nam o swoich przygodach i snuł plany dalszej drogi po osiągnięciu Przylądka Północnego. Właśnie wtedy przyszło mi do głowy porównanie Nordkapp do celu podobnego jaki obierają sobie pielgrzymki!

Pożegnaliśmy rodaków i pomknęliśmy dalej. Pogoda się psuła, kropił deszcz i z Arktyki zawiewał lodowaty wiatr z bryzą morza Barentsa. Jechaliśmy wzdłuż wybrzeża wijącą się drogą, wśród stromych klifów i pięknych, malowniczych, rybackich osad.

Skandynawia
Skandynawia
© Paweł Zgrzebnicki

Skandynawia

W końcu późnym wieczorem dotarliśmy w totalnej mgle do upragnionego celu. Widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów, ale nie liczyło się dla nas nic, poza radością z realizacji wymarzonego planu. Pogoda miała zmienić się następnego dnia, więc rozbiliśmy obóz na mglistym parkingu i tak doczekaliśmy poranka. Niestety nic się nie zmieniło, pomachaliśmy więc Przylądkowi Północnemu na pożegnanie i pojechaliśmy dalej. Obraliśmy kierunek na zachód, w kierunku bajecznych Lofotów.

Cudownie kolorowe, z pięknymi krajobrazami, dzikie, surrealistyczne Lofoty to coś, co koniecznie trzeba zobaczyć. Przejechaliśmy całe, zatrzymując się co chwilę i podziwiając cud natury. Pogoda była śliczna, świeciło słońce a temperatura dochodziła do 36 stopni w cieniu. To dopiero anomalia za kołem podbiegunowym!

Z Lofotów promem przedostaliśmy się na kontynent i dalej na połunie i południowy zachód przejechaliśmy przez Szwecję. I znów - piękne jeziora, malownicze góry, bajeczna pogoda i święty spokój - esencja Skandynawii.

W końcu dotarliśmy do Sztokholmu, gdzie udało nam się zwiedzić pałac królewski i wspaniałe Vasa Musem, gdzie można podziwiać oryginalny, wydobyty spod wody statek wojenny z okresu Potopu Szweckiego.

Dzień później byliśmy już na promie do Gdańska i w drodze do domu.

Tekst: Paweł Zgrzebnicki
Przygotowując wyprawę i relację korzystano z następujących opracowań:
  • P. Almoslecher i inni, Skandynawia - Norwegia, Szwecja, Finlandia, Baedeker, 2010
  • nawigacja GPS, Sygic Europe, Sygic
  • nawigacja GPS, Maps With Me, MapsWithMe GmbH